PRAKTYKA | Urzędy już rzadziej nękają podatników kontrolami. Braki kadrowe odciskają jednak piętno na jakości obsługi – twierdzą doradcy podatkowi.

Fiskus zmienia swoje oblicze. W relacjach podatnik–urząd coraz więcej się dzieje w przestrzeni wirtualnej. Elektroniczne deklaracje podatkowe i pliki kontrolne sprawiły, że administracja skarbowa coraz więcej wie o podatniku i już tak często nie nęka go niepotrzebnie kontrolami. Oprócz wdrożenia zdobyczy techniki nastąpiło też przeorganizowanie służb skarbowych. Utworzona w 2017 r. Krajowa Administracja Skarbowa połączyła różne służby. W założeniu miało się to przyczynić do poprawy jakości obsługi uczciwych podatników i sprawniejszego ścigania oszustów.

Mniej więcej taki przekaz formułuje Ministerstwo Finansów. O wrażenia z praktyki ostatnich lat zapytaliśmy jednak także tych, którzy reprezentują podatników przed urzędami w ramach KAS. Profesjonalni pełnomocnicy mają mieszane uczucia.

Mniej inwazyjnie, bardziej kompetentnie

Spadek liczby kontroli jest widoczny w statystykach Ministerstwa Finansów (patrz >S4).

– Teraz urzędnicy przychodzą tam, gdy rzeczywiście jest prawdopodobieństwo wykrycia nieprawidłowości – ocenia Joanna Kanicka, doradca podatkowy, partner w kancelarii ITADP. Jej zdaniem mniejsza „inwazyjność” administracji to dobre zjawisko.

– Dzięki temu uczciwe firmy mogą zajmować się rozwojem swojego biznesu, nie tracąc czasu na niepotrzebne formalności kontrolne – ocenia ekspertka.

Widać też postęp w przygotowaniu urzędników do rozpatrywania skomplikowanych spraw. Takie wrażenie ma Małgorzata Sobońska, adwokat i partner w kancelarii Gekko Taxens, obserwując ich podejście do zagadnień cen transferowych.

– Coraz częściej można spotkać urzędników, którzy rozumieją, że te sprawy trzeba najpierw przedyskutować i przeanalizować od strony ekonomicznej, a nie tylko prawnej – przyznaje Sobońska. I daje przykład: urzędnicy rozumieją, że w tych sprawach korekty rozliczeń podatkowych polskiej spółki wpływają bezpośrednio na rozliczenia podatkowe powiązanych podmiotów za granicą.

Jeszcze przed kilku laty sprawy te wyglądały inaczej. Kontrola transakcji między podmiotami powiązanymi w ogóle nie miała charakteru ekonomicznej analizy, a kończyła się na zakwestionowaniu kilku faktur. Jednak już kilka lat temu (nawet przed reformą Krajowej Administracji Skarbowej) administracja skarbowa wykupiła dostęp do kluczowego źródła wiedzy o tych sprawach: światowych baz danych o cenach różnych towarów i usług. Rozpoczęto też program intensywnych szkoleń dla skarbowców, zwłaszcza tych z urzędów dla dużych podatników.

– Widać już, że te szkolenia przyniosły dobre efekty – ocenia Małgorzata Sobońska.

Za mało ludzi

Autorzy reformy administracji nie kryli, że w jej wyniku dojdzie do redukcji zatrudnienia, a poza tym do przesunięć kadrowych między różnymi pionami skarbówki. W ubiegłym roku celnicze związki zawodowe zorganizowały głośne protesty przeciwko takim posunięciom. Niestety, zmiany kadrowe przyniosły efekty nie tylko dla samych pracowników i funkcjonariuszy administracji. Są one odczuwalne też dla podatników.

Takie doświadczenia ma Michał Roszkowski, radca prawny i partner w firmie Accreo. Wskazuje on, że po reorganizacji kadrowej do niektórych komórek prowadzących postępowania karne skarbowe trafili celnicy, którzy wcześniej w ogóle nie zajmowali się kodeksem karnym skarbowym.

– W efekcie spotyka się sytuacje, w których wykazują brak woli przeprowadzenia tak oczywistych środków dowodowych jak przesłuchanie podejrzanego poza przedstawieniem mu zarzutów – relacjonuje Roszkowski swoją praktykę obrony podatnika podejrzewanego o udział w karuzeli VAT. Jego zdaniem urzędnicy wolą mieć za dowód wcześniejsze decyzje administracyjne, choć te bywały wydawane na wątłej podstawie prawnej.

O tym, że w administracji zaczęło ostatnio brakować doświadczonych i kompetentnych urzędników, jest też przekonana Małgorzata Sobońska.

– Wiele postępowań toczy się wolniej niż w poprzednich latach. Gdy sprawy są skomplikowane i trzeba je omówić merytorycznie, trudno znaleźć urzędnika, który mógłby się spotkać z podatnikiem lub jego pełnomocnikiem – twierdzi ekspertka. I przyznaje, że z jej nieoficjalnych rozmów z pracownikami skarbowości wynika, że przyczyną nie jest wcale brak chęci ze strony urzędu, by wyjaśnić sprawę. Chodzi o niewystarczającą liczbę pracowników.

Joanna Kanicka też obserwuje wolniejsze tempo rozpatrywania spraw.

– Wcale nie jest rzadki widok urzędników tonących w stertach dokumentów do załatwienia – relacjonuje. Zastrzega przy tym, że urzędom skarbowym, w których załatwia sprawy, nie można zarzucić niekompetencji czy braku uprzejmości.

– Urzędnicy starają się jak mogą, ale dotkliwe braki kadrowe ewidentnie widać – twierdzi ekspertka. Podejrzewa, że rzadsze kontrole to efekt nie tylko lepszej analizy ryzyka, ale też braku urzędników, którzy mogliby je kompetentnie przeprowadzać.

Mityczne partnerstwo

Z wypowiedzi szefów urzędów – laureatów naszego rankingu – wynika, że zawsze starają się w trudniejszych sprawach spotykać z podatnikami, by zrozumieć skomplikowane kwestie i wypracować jakieś kompromisowe rozwiązanie. Niestety, w innych miejscach z tym partnerstwem bywa różnie.

Michał Roszkowski uważa, że w spornych sytuacjach, gdy stan faktyczny u podatnika jest nieoczywisty, podjęcie rozmów z fiskusem jest logiczne.

– Dlatego spotykałem się z urzędnikami jednego z urzędów na Pomorzu, by omówić kwestię wyceny niektórych aktywów podatnika. Urząd tymczasem w toku postępowania użył przeciwko podatnikowi przeprowadzenie takiego spotkania i podjęcie prób ugodowego zakończenia sporu – żali się ekspert na takie traktowanie dobrowolnej próby wyjaśnienia trudnych zagadnień.

Urzędnicy mogą wprawdzie podnosić argument, że negocjacji nie przewiduje prawo. Rzeczywiście dopiero są projektowane w nowej ordynacji podatkowej.

– Jednak mam wrażenie, że w tej sprawie i wielu podobnych zabrakło po prostu partnerskiego, rozsądnego podejścia do podatnika – mówi Roszkowski.

Na inne zjawisko, związane z jakością decyzji urzędów, zwraca uwagę Małgorzata Sobońska.

– Gdy w podobnych sprawach wykształca się linia orzecznicza korzystna dla podatnika, urzędy nie zawsze wydają decyzje z nią zgodne. Wystarczy, by nawet po długiej serii takich wyroków został wydany jeden na niekorzyść podatnika, a nastawienie od razu się zmienia – twierdzi Sobońska. Jej zdaniem takie praktyki nie gwarantują urzędowi wygranej w kolejnych sporach. – Stwarza to wrażenie, że urząd traktuje podatnika jak potencjalnego przestępcę – dodaje ekspertka.

Okiem związkowca

Redukcja kadr, która przyniosła takie niekorzystne zjawiska, to fakt. Jej skala to około 10 proc., uwzględniając także działania jeszcze sprzed reformy tworzącej KAS. Wtedy wielu pracowników odchodzących na emeryturę po prostu nie zastępowano nowymi.

– Nic dziwnego, że jakość obsługi spada, skoro zadań dla urzędów skarbowych jest coraz więcej, a pracowników mniej – mówi Tomasz Ludwiński, przewodniczący NSZZ Solidarność skarbowców. Dodaje, że jakość decyzji wydawanych przez urzędy mogła się pogorszyć w wyniku zwolnienia wielu radców prawnych. – Podziękowano im za pracę jeszcze przed reformą, a utworzenie KAS nie oznaczało przywrócenia ich do pracy – informuje Ludwiński.

Na działalność różnych merytorycznych komórek urzędów skarbowych, a zwłaszcza celno-skarbowych, mogła mieć wpływ także operacja wewnętrznych przesunięć pracowników i funkcjonariuszy celnych tuż przed reformą. Wiadomo było, że część celników straci status funkcjonariusza, a wraz ze zdjęciem munduru także przywileje.

– Dlatego wielu funkcjonariuszy zajmujących się np. prześwietlaniem towarów, przesunięto do pracy w komórkach merytorycznych, bo to zwiększało szansę na zachowanie statusu funkcjonariusza i w ogóle pracy – mówi Tomasz Ludwiński.

Efekty takich działań widać chociażby w sytuacji opisywanej przez Michała Roszkowskiego, czyli nieuwzględniania wniosków o proste środki dowodowe. No, ale przecież doświadczenia w postępowaniu karnym nie sposób zdobyć w ciągu kilku miesięcy.

Sytuacji nie poprawia wciąż trudna sytuacja z wynagrodzeniami w skarbówce. Wprawdzie w ostatnim roku wielu pracownikom podwyższono płace, ale jak wskazuje Tomasz Ludwiński, tylko po części wyrównały one inflację za kilka ostatnich lat, gdy podwyżek nie było.

– Na dodatek w wielu regionach kraju część funduszu płac poszła na odprawy dla odchodzących pracowników, nowych się nie przyjmuje, a w większych miastach mało kto chce ciężko pracować za 3 tysiące – wylicza Ludwiński.